Wrogowie – sądy krytyczne względem książki
Znakomita, ale nie bez skazy. (…) Wpada w pułapkę rozbieżności między dokumentarną wiernością wobec Historii
a estetycznymi wymaganiami literatury. (…) Główna trudność, jaką napotyka
czytelnik w Łaskawych, to zakres w jakim artystyczne wymogi literatury
dają się pogodzić z tematem. Historia rodziny Maxa, motyw matkobójstwa i
kazirodztwa, a także aluzje do greckiej tragedii są integralnymi częściami tej
książki. Mimo to – zostawiając na boku konsekwencje użycia tragedii jako
sposobu opowiadania o narodzinach narodowego socjalizmu – historyczny ciężar
tematu skazuje tę powieść raczej na status interpretacji niż kreacji.
Justin Beplate, „Times Literary Suplement”
Dokumentacyjnie Littell
przygotował się do tej książki nad wyraz skrupulatnie. Jego bohater co rusz
spotyka różne historyczne persony, a zawiłości nazistowskiej biurokracji są
wręcz przygnębiająco werystyczne. Ta książka wali się jednak pod ciężarem
zawartych w niej detali. (…) Trzecia Rzesza rozpada się i Łaskawe
niestety też.
„The Economist”
Jest rzeczą niepokojącą, że
sukces książki zbiegł się w czasie z nową falą antysemityzmu w Paryżu. Latem
gangi młodzieży arabskiej i murzyńskiej zagroziły zamieszkanej głównie przez
Żydów dzielnicy, której centrum stanowi ulica des Rosiers. Obwiniając
mieszkańców, że są winni ich nędznej egzystencji na przedmieściach Paryża,
członkowie tych grup przybyli na miejsce z kijami baseballowymi. Domagali się
śmierci dla Żydów i grozili, że pobiją każdego, kogo spotkają na swej drodze.
Kulminacją zajścia było porwanie dziewiętnastoletniego Żyda Llana Halami. W
połowie października nieopodal restauracji McDonald przy Porte de Saint-Cloud
kibice Paris Saint-Germain otoczyli młodego żydowskiego chłopca, kibicującego
tej samej drużynie. Krzycząc „Śmierć Żydowi!”, zaczęli go brutalnie kopać.
Rozproszyli się dopiero, gdy interweniujący policjant postrzelił jednego z
nich. Wydaje się, że francuskiej publiczności łatwiej jest czytać o
antysemityzmie w powieściowym hicie, jakim są Łaskawe niż stawić czoło
temu, co się dzieje wokół. Takie można odnieść wrażenie, gdy konfrontuje się
rzeczywistość ze złą fikcją, która mimo wszystkich pretensji do filozoficznego
i historycznego autentyzmu, nie ujawnia nic więcej ponad znaną już nam dobrze
banalność zła.
Andrew Hussey, „New Statesman”
To nie homoseksualizm ani
kazirodcze skłonności matkobójcy, Maxa Aue nadają Łaskawym charakter
kiczu ocierającego się o skandal. To raczej poetyka okrucieństwa, za której
przyczyną bardzo utalentowany autor stał się pornografem.
Michael Möenninger, „Die Zeit”
Czy Max
Aue jest żywym człowiekiem? Czy Max Aue istnieje? Mówi jak książka. Jak
wszystkie książki historyczne przeczytane przez Jonathana Littella. (…) Z całą
pewnością dokumentacyjna warstwa tej książki zasługuje na uznanie. Ani jednego
błędu. Erudycja, której nic nie można zarzucić. Littell przeczytał wszystkie
prace historyczne dotyczące tematu, świadectwa pozostawione przez
przedstawicieli tamtej epoki, procesowe protokoły. Świetnie zna mój film Shoah.
Patrząc na ogrom pracy i wysiłku, jaki włożył w swoje dzieło, czasami odczuwam
pewną bliskość wobec niego. (…) Ale dokładność dokumentacyjna jest warunkiem
koniecznym, aczkolwiek nie wystarczającym. (…) Dobra fikcja odkrywa prawdę,
odsłania istotę rzeczy. Tutaj prawda preegzystuje w fikcyjnej postaci,
stworzonej jako zlepek książek historycznych. By uczynić Maxa bardziej ludzkim i wiarygodnym,
Littell sięga po dość dziwaczną psychologię: przypisuje mu
nudności, mdłości, nieprawdopodobne biegunki, perwersje seksualne i metafizyczne
rozmyślania. Dla czytelnika, który to już zna, jest to fikcja
nieużyteczna. Lektura tej książki należy do szczególnie trudnych. Nagromadzenie
skrótów nazw, epizodów, koszmarów i całej gigantycznej reszty grozi zatorem
mózgu i powoduje efekt odrealnienia. A jednak Littell jest wielkim narratorem i mistrzem
opisu. Niektóre fragmenty ukazujące wojenny chaos i masakry są
znakomicie oddają grozę sytuacji. Szybciutko jednak rozpraszają się przyćmione
bezładną gadatliwością narratora – werbalnym odpowiednikiem biegunki, na jaką
cierpi Max. Nic nie jest ustalone, nic nie trwa, wszystko miesza się i kotłuje.
Pozwolę sobie na lekki żart – w pełni zrozumieć i pojąć tę książkę mogą jedynie
dwie osoby: Raul Hilberg i ja…
Claude Lanzmann (reżyser filmu Shoah), „Le Nouvel Observateur”
Bohater książki jest
niewiarygodny i nieprawdopodobny. Rezoner, zarazem przejęty wstrętem i
zafascynowany przemocą, sprawia wrażenie jakby nigdy nie opuścił Dzielnicy
Łacińskiej. Bardzo wątpliwe, by Sicherdienst Himmlera i Heydricha tak
długo tolerowało w swoich szeregach obecność agenta w tak małym stopniu
zdeterminowanego do realizacji polityki ludobójstwa III Rzeszy. (…)
Powieść – poszukiwanie to najlepsza bodaj
definicja książki, nie będącej ani dziełem historycznym ani czystą fikcją (90%
postaci to postaci historyczne). Nie można zaprzeczyć, że autor bardzo wiele
przeczytał na zadany temat – o Einsatzgruppen, Stalingradzie, okupowanym
Paryżu itd. Niektóre ustępy są jednak karykaturalne: dyskusje toczone przez
oficerów na temat planowanej inwazji na Związek Radziecki w końcu czerwca 1941
roku do złudzenia przypominają te, które w latach dziewięćdziesiątych XX wieku
toczyli historycy. Lub choćby spotkanie z Wernerem Bestem, gestapowskim
prawnikiem, które staje się streszczeniem biografii Besta napisanej przez
niemieckiego historyka, Ulricha Herberta. Streszczenie to wygłasza… sam Best.
(…). Gołym okiem widać fascynację autora tym wszystkim, co w ostatnich latach
napisano i opublikowano na temat intelektualistów w SS. Zatopiony w
swoich lekturach, Littell popełnia niestety błędy interpretacyjne. Ani Michael
Wildt, Ulrich Herbert czy Goetz Aly, ani też którykolwiek z historyków
opisujących rolę technokratów i ekspertów w „czarnym porządku” nie pokusili się
o sugestię, że „myśliciele eksterminacji” mogli myśleć o pohamowaniu
„policjantów” pokroju Heydricha. Wręcz przeciwnie, napływ najlepszych
prawników, ekonomistów czy kadry administracyjnej do SS, jaki miał miejsce od
połowy lat trzydziestych XX wieku, w wydatny sposób przyczynił się do
skonstruowania i wprawienia w ruch ludobójczej maszynerii w latach 1941-1942.
Co więcej, Littell tak naprawdę nie pojmuje procesu decyzyjnego, który
doprowadził do Holokaustu. Wbrew temu, co każe mówić jednej z postaci, nie było
wcale żadnego Fürervernichtungsbefehl (nakaz eksterminacji wydany przez
Fürera – w tamtym czasie ten termin nie funkcjonował). Była za to seria
kolejnych coraz bardziej radykalnych rozkazów wydawanych między połową lipca a
połową listopada 1941 roku. I ani Hitler, ani Himmler nie potrzebowali szarej
eminencji w typie wymyślonego przez Littella Mandelbroda, by rozpocząć
skoordynowaną akcję eksterminacyjną. (…) Punkt widzenia narratora – w istocie
postmodernistycznego nihilisty, który oprowadza swoją nudę pomiędzy zbiorowymi
grobami, dziełami nihilistów epoki totalitarnej – prowadzi do pomniejszenia
roli narodowego socjalizmu. Sam myśl, że każdy człowiek mógłby stać się
zbrodniarzem, pod piórem Littella prowadzi do relatywizacji zbrodni
nazistowskich.
Eduard Husson, „Le Figaro”
Niemoralna książka (…) Wasilij
Grossman [autor Życia i losu – przyp. WL] wierzy w człowieka, w jego zdolność do
walki ze złem. To nie jest postawa Jonathana Littella. U niego jedynie
przypadek pozwala jednostce wymknąć się naturalnemu przeznaczeniu człowieka:
być zbrodniarzem albo biernym obserwatorem.
Edouard Husson, „L’Histoire”
Podstawowy zarzut, który wobec
tej książki powinni kierować wszyscy, nie tylko historycy, brzmi następująco:
Max Aue jest nieludzki, ponieważ profanuje ciała ofiar. Człowieczeństwo zaczyna
się od godnego pochówku zmarłych.
Patrick Desbois, „L’Histoire”
Sprytny pornograf (…) SS,
homoseksualizm, incest, biegunka i wymioty – pornografia ma jeszcze większe
wymagania: Jonathan Littell czyni czytelnika podglądaczem. (…) Łaskawe
to utwór pornograficzny: więcej tu do oglądania niż do rozumienia. (…) Każda
pornografia jest obrazem (…) Tutaj pornografia dotyczy wojny. (…) Najbardziej
wstrząsający efekt powstaje, gdy seksualność miesza się z wojną, a towarzyszą
im walki, morderstwa i gwałty. Do tego jeszcze dochodzi dziecko: w finale
powieści, gdy narrator i jego przyjaciel (jego również Max zamorduje) wpadają w
ostatnich dniach istnienia Trzeciej Rzeszy gdzieś na Pomorzu w ręce garstki
błąkających się niedorostków, którzy obchodzą się ze sobą równie brutalnie jak
dorośli.
Thomas Steinfeld, „Die Süddeutsche Zeitung”
Na samym początku powieści
narrator mówi: „Zwyczajni ludzie, z których składa się państwo — szczególnie w
niepewnych czasach — oto prawdziwe niebezpieczeństwo.” Oto punkt wyjścia, na który niestety wraz z
rozwojem opowieści nałożona zostaje taka warstwa kiczu i kuchennej psychologii,
że trudno go pod nią odnaleźć. Na końcu mniej narzuca się pytanie, czy w ten
sposób powinno się opowiadać o Holokauście i jego sprawcach, bardziej
natomiast: czemu taka opowieść ma służyć? (…) To, że narodowy socjalizm
otrzymuje tu pozytywny wydźwięk, jest konsekwencją wprowadzonej perspektywy
narracyjnej. Jednakże z drugiej strony dowiadujemy się, że esesmanowi Maxowi
przypada w udziale dzieciństwo, które uczyniło go ofiarą. Najpierw opuszcza go
ojciec, potem siostra bliźniaczka, z którą łączyła go kazirodcza miłość. Potem
trafia do katolickiego internatu, zostaje wykorzystany seksualnie i kończy jako
analnie zafiksowany osobnik rozdzierany pomiędzy sadystycznymi fantazjami i
samoobrzydzeniem. I kiedy w końcu zabija matkę, zamyka się mitologiczny krąg,
do którego nawiązuje tytuł: Łaskawe to inaczej Eumenidy, boginie zemsty
występujące w greckiej tragedii o matkobójcy Orestesie. (…) Z punktu widzenia
protagonisty problem winy nie istnieje. Zło po prostu się wydarzyło. Jak
choroba, która została zesłana
Andrea Ritter, „Stern”
Powieść Littella reprezentuje
nowy rodzaj narastającego zainteresowania nazizmem, w którym mieszają się ze
sobą, tak jak w życiorysie wykształconego mieszczanina Maxa Aue, wydarzenia
historyczne, pornografia, przemoc oraz solidność jako cecha charakteru. Ta
mieszanka jest w istocie czystą afirmacją wojennej grozy, w której interesujące
jest jedynie to, że Littell nie daje nam powieści w klasycznym znaczeniu
gatunku, lecz niekończącą się wyliczankę czegoś, co bierze za fakty. (…) Nie ma
w tej książce nic nowego, ani w jej treści, ani pod względem estetycznym.
Holokaust jako panoptikum szaleństw – ta dyskusja była już kiedyś w naszym
kraju. (…) Wyjaśnieniem przyczyny, dla której ta śmiertelnie nudna książka
skupiła na sobie taką uwagę, jest z jednej strony spektakularny sukces, jaki
odniosła w innych krajach, z drugiej zaś potwierdzająca się po raz kolejny
stara prawda, że nazizm świetnie się sprzedaje. To opóźniony w czasie skutek
tej samej fascynacji, która stworzyła Hitlerów, Goebbelsów i Speerów.
Harald Wezer, „Die Zeit”
Przeceniana i niebezpieczna książka.
Michel Friedman, „Leipziger Volkszeitung”
Dlaczego Francja zakochała się w
tej książce? Częściowo – jak podejrzewam – z zazdrości. W porównaniu z
amerykańską, powieść francuska przechodzi kryzys. Wyczuwa się jakieś
desperackie oczekiwanie na coś przekonująco imponującego. Niektórzy jurorzy –
jak mi powiedziano – z entuzjazmem odnaleźli amerykański styl w tej pokaźnych
rozmiarów napisanej po francusku książce. Drugą przyczyną jest galijska słabość
do perwersji i paradoksu – miło jednak słyszeć o wahaniach i ostrych tarciach
miedzy sędziami. Co się zaś tyczy oszałamiających rekordów sprzedaży, powieści
wojenne (występują tu Adolf Reichmann, Albert Speer i sam Hitler) zawsze były
popularne, tak jak nazistowski seks, zwłaszcza gdy opakowuje się go w
uwiarygodniający wszystko intelektualizm. Jest to dzieło wulgarne i cyniczne,
a jego jedyną zaletę stanowi niezamierzony humor. By
pokazać, że bohater książki całkowicie należy do niego, Littell każe mu
pociągnąć Fürera za nos, gdy ten odznacza go medalem.
George Walden, „The Telegraph”
Ze strony żydowskich liderów i
kilku historyków padły zarzuty, że Jonathan Littell gloryfikuje bohatera
książki i włącza się w nurt pornografii Holokaustu. Nie wpłynęło to jednak na
spadek sprzedaży. (…) Pod adresem pisarza, absolwenta
Yale, padły nawet docinki, że to nie on napisał tę powieść (…).
Niektórzy intelektualiści oskarżyli Littella o trywializowanie historii.
Francusko-niemiecki historyk Peter Shoettler nazwał powieść „dziwną monstrualną
książką”, pełną błędów i anachronizmów dotyczących niemieckiej kultury w czasie
wojny.
Charles Brenner, „The Times”
Okrzyknięto ją arcydziełem i
oprotestowano jako rewizjonizm i epatowanie okrucieństwem. Tymczasem prawda
leży pośrodku – w tej powieści o Zagładzie imponuje gigantyczny materiał
historyczny, ale męczy przeładowanie faktami i odpycha sensacyjność, która nie
przybliża do rozumienia. Nie jest to więc nowa Wojna i pokój, a raczej
jak napisał francuski historyk, przygody Toma Ripleya (uroczego degenerata z
kryminałów Patricii Highsmith) w mundurze SS. Porażają, przerażają, ale nie
wiadomo do końca w jakim celu. Ku przestrodze czy tylko dla efektu?
Justyna Sobolewska, „Przekrój”















