Sprzymierzeńcy – sądy przychylne książce
Pierwsze zdanie jest zachętą do
przeczytania pierwszej strony, ta z kolei każe przeczytać pierwszy rozdział, a
potem już nic nie stoi na przeszkodzie: ani ekstrawagancki rozmiar książki (900
stron!), ani drobna, gęsto stłoczona czcionka, ani surowość tematu: relacja
starzejącego się eks-oficera SS, dyrektora fabryki koronek na północy Francji
na temat tego, czym zajmował się między 1940 a 1945 rokiem. Wspaniała książka. Niezwykle wiarygodna spowiedź.
Anne Crignon, „Livres”
Kiedy tylko bierzemy tę książkę w
ręce, reszta świata przestaje istnieć. Liczy się tylko te kilkaset stron przed
nami. (…) Nieczęsto czyta się takie książki. I tylko raz w życiu można taką
książkę napisać.
Éric Neuhoff, „Madame Figaro”
Od dawna nie mieliśmy w literaturze
francuskiej debiutanta tej miary, obdarzonego taką ambicją, tak mistrzowsko
panującego nad stylem, metodycznego i precyzyjnego w historycznym detalu i
zachowującego taki spokój w obliczu grozy.
Jérôme Garcin, „Le Nouvel Observateur”
Od pierwszego do ostatniego
zdania ta książka stawia pytania. Mnożą się na każdej jej stronie i
nieodmiennie odrzucają nasuwające się odpowiedzi. Bardzo szybko ogarnia nas
konfuzja: nie wiemy, co myśleć, nie wiemy, co powiedzieć. Wtedy niespodziewanie
pojawia się niebezpieczna pokusa: a może powinniśmy zaakceptować ten koszmar
skoro jest taki nieuchronny? (…) W Łaskawych nie ma usprawiedliwienia
ani wybaczenia. Nie ma też żadnego osądu. Jest za to bardzo niepokojąca wizja
człowieczeństwa i ludzkiego koszmaru. (…) Rzadko zdarza się, by podobny koszmar
był opisywany z tak zimną krwią, tak beznamiętnie. Nie ma tu mowy o potworach
czy o jakichś „nieludzkich” istotach. Ci żołnierze, ci oficerowie są po prostu
ludźmi. Niekiedy inteligentnymi, wykształconymi jak narrator oraz kilku jego
przyjaciół, a najczęściej ograniczonymi, brutalnymi, okrutnymi i
nieszczęśliwymi.
Bruno Krebs, „La Revue Littéraire”
Powieść, która pasjonuje i
prowokuje. Literacka sensacja sezonu. (…) Oto główny cel Jonathana Littella:
przypomnieć nam, że historia nazizmu była historią ludzi. Nie bez przyczyny
powieść otwiera incipit z François Villona:
„Bracia śmiertelnicy”… W Łaskawych autor pomieścił wiele znanych sobie
koncepcji: z filozofii, historii, ekonomii politycznej i semiotyki; jest tu
miejsce na pamflet, powieść kryminalną, i poezję – na przykład, gdy wyczerpany
żołnierz kontempluje spokojny ukraiński pejzaż w wieczór przed bitwą. (…) Jak
to się dzieje, że te bite kilkaset stron pochłaniamy z takim smakiem, z jakim
dawniej chrupaliśmy jabłko? Autor kręci młynka, zręcznie unikając pułapek,
które zastawia nań temat: nie można czytać tej powieści, trzymając się
historycznych sądów czy racji moralnych. Są tu sceny, które budzą oburzenie i
dialogi, które szokują. Wszystkie należą do nieuchwytnego powieściowego
uniwersum i jako takie właśnie trzeba je przyjąć. Czytać Łaskawe znaczy
opuścić społeczeństwo francuskie z 2006 roku, z jego ranami, niewypowiedzianymi
tabu, bolesnymi debatami po to, by osiągnąć ten drugi niebezpieczny brzeg. Po
tej stronie rozciąga się bezbrzeżna kraina fikcji, w której wszystko jest –
jeśli nie prawdziwe – to przynajmniej prawdopodobne.
Étienne de Montety, „Le Figaro Littéraire”
Porywające osiągnięcie. To fresk
gigantycznych rozmiarów: setki postaci historycznych i fikcyjnych, szeroko
rozlana rzeka narracji i wszechobecny niepokój moralny.(…) Łaskawe nie
należą do książek, które się kocha, ale nie można nie ulec bijącej z ich stron
sile przekonywania, nieodpartemu wrażeniu realności opisywanego w nich świata
i niesłychanej precyzji.
Nathalie Crom, „Télérama”
Oto książka, którą odkładamy z
dzikim wzrokiem, wstrząsani co rusz dreszczem. Jedna z tych rzadkich powieści,
które są powołane do tego, by stać się klasyką. (…) Niepokoi i fascynuje,
stawia pytania o zło historyczne, ideologiczne i osobowe. Ten tom ma swój
ciężar: prawie 900 stron obdarzonych niespotykaną siłą i diabelską wprost dawką
epickości. Barokowa i dekadencka opera, pomieszanie realizmu z oniryzmem i
przemocą. (…) Jest to opowieść o samotności jednostki w systemie totalitarnym,
o miłości niemożliwej, końcu Europy, nasycona pięknie literackimi aluzjami do
Sade’a, Blanchota i Musila.
Alexandre Fillon, „Lire”
Powieści o rosyjskich wojnach są
monumentalne i rozległe jak kraj, którego historię opisują. Wojna i pokój
Lwa Tołstoja, Cichy Don Michaiła Szołochowa, Życie i los
Wasilija Grossmana czy Moskiewska saga Wasilija Aksjonowa. Łaskawe
to nowy członek w tej rodzinie: drobiazgowość dokumentacji, nasycenie detalami,
sugestywność przywoływanego obrazu – wszystkie te elementy pojawiają się w
książce. (…) Na dziewięciuset pokrytych gęstym drukiem stronach nie znajdziemy
ani jednego zbędnego słowa. Jedynie fakty – ukazywane niezwykle dynamicznie, w
całej ich nagości, przerywane suchymi, matematycznie precyzyjnymi rozważaniami.
Wszystko to w służbie opowieści na tyle przerażającej, że wszelkie ornamenty
stają się zbyteczne i niestosowne.
Dominique Fernandez, „Le Nouvel Observateur”
Współczesna literatura francuska
jest niekiedy oskarżana o zbyt daleko posunięty psychologizm i zaściankowość.
Koniec z tymi oskarżeniami! Najbardziej entuzjastycznie zachwalaną powieścią w
tym sezonie wydawniczym we Francji [mowa o sezonie jesiennym w 2006 r. – przyp.
WL] jest dziewięćsetstronicowy hit poświęcony
tematowi Holokaustu i napisany po francusku przez Amerykanina, który mieszka w Hiszpanii.
(…) Napisaną podczas gorączkowych czterech miesięcy po pięciu latach
przygotowań powieść, porównuje się do dzieł Tołstoja, Dostojewskiego, Flauberta
i Stendhala. (…) Najbardziej opiniotwórczy francuscy krytycy jednogłośnie
twierdzą, że książka stanie się częścią światowej klasyki.
John Lichfield, „The Independent”
Jeśli Łaskawe są dziełem
genialnym, nie dzieje się tak za sprawą nagromadzenia elementów grozy i
horroru, których kolejne partie pisarz co chwilę serwuje czytelnikowi.
Przyczyna leży głębiej: powieść Littella to metodyczne studium psychiki jednego
ze sług Trzeciej Rzeszy, idealisty, który stacza się nieuchronnie ku
szaleństwu. (…) Pochłonięci jego obserwacją zapominamy o Littellu, na dziesiątki
godzin zatracamy się w umyśle bohatera, w jego skomplikowanych,
wielopoziomowych konstruktach myślowych, złudzeniach, którymi się oszukuje, i
erudycji. (…) Dzięki talentowi swego młodego twórcy, Max Aue jest człowiekiem z
krwi i kości: nieustannie nad czymś przemyśliwuje, coś roztrząsa, zachwyca
zwierzchników, a czytelników mami epifaniami prawdziwej lub fałszywej naiwności
i niewinności, które od czasu do czasu mu się przytrafiają, choć nie zawsze w
porę. Nawet jeśli czujemy do niego odrazę, to tylko kolejne potwierdzenie
prawdziwości tej postaci. I to jest właśnie największe osiągnięcie Jonathana
Littella. Arcydzieło. Mistrzostwo.
Steven Englund, „Foreign Policy”
Diabelsko – używam tego słowa
bardzo świadomie i celowo – zręczna i inteligentna powieść. (…) Żadne
streszczenie nie odda jej sprawiedliwości.
Anita Brookner, „The Spectator”
Fenomenalne powodzenie Łaskawych
nie wynika wyłącznie z przyjętej konwencji opowiadania o II wojnie
światowej, z rzadko spotykanym we współczesnej powieści rozmachem narracyjnym.
Ma swe korzenie również w pewnej grze z czytelnikiem, który zostaje wrzucony w
powieściowy wszechświat i pozostawiony samemu sobie tak, by po przeczytaniu 900
stron powieści złożył broń. (…) Max staje się lustrem postawionym przed nami, a
my nie jesteśmy w stanie wyrzec się dalekiego pokrewieństwa z tym „bratem
śmiertelnikiem”. Są to momenty, w których Littell jest prawdziwie wielki.
Samuel Blumenfeld, „Le Monde des livres”
Powstaje pytanie: jaka jest
geneza państwa nazistowskiego? Kto je powołał do życia? Kto dał środki jego
polityce? Czy państwo według Littella to rodzaj Molocha, który rodzi się
samoistnie, i wobec którego jesteśmy bezradni? Obok tego problemu pisarz stawia
kolejny: pytanie o korzenie przemocy, w której XXI wiek tak samo jest rozrzutny
jak jego poprzednik, a także o zdolność człowieka do przeciwstawienia się jej.
Niepokojący problem. Każdego dnia widzimy, jak bardzo jest aktualny.
François Eychart, „L’Humanité”
Ta książka narobiła więcej wrzawy
niż opisani w niej zbrodniarze. Jonathan Littell osiągnął swój cel: przerwał
milczenie katów, każąc mówić jednemu z nich, Maximilianowi Aue, oficerowi SS.
Jest to postać fikcyjna, wrzucona w historyczne uniwersum o nieznośnym wręcz
stopniu realizmu, w ludobójcze szaleństwo, które dotknęło nazistowskie Niemcy.
Max opowiada swoją historię. Począwszy od nocy, kiedy zagrożony oskarżeniem o
homoseksualne praktyki wstępuje w szeregi SS do momentu, gdy jako dyrektor
fabryki koronek na północy Francji, szczęśliwie uniknąwszy kary, siada za
biurkiem i zaczyna spisywać wojenne wspomnienia. Max nie pisze, by szukać
usprawiedliwienia. Nie pisze dla nas. Pisanie jest dla niego przymusem
cielesnym, fizyczną koniecznością, taką samą jak nękające go wymioty czy
biegunka. Jego relacja jest kliniczna, twarda, wyznaczona przez okrutny dystans
i silnie zintelektualizowana.
Jean-Claude Vantroyen, „Le Soir”
Publikując Łaskawe,
Jonathan Littell zakończył kryzys narracyjnej prozy współczesnej. (…)
Cierpienie ludzi wydanych na żer Historii znajduje pełniejszy wyraz w artystycznym zmyśleniu niż w dyskursie historycznym.
Michel Guénaire, „L’Histoire”
To coś więcej niż znakomicie
udokumentowany obraz koszmaru II wojny światowej. To zanurzenie się w samo
jądro ciemności, w największe głębiny chorej świadomości nazistowskiego
zbrodniarza. (…) Przez całą książkę przewija się uporczywie jedno pytanie: jak
to się stało? Jak człowiek mógł „to” zrobić drugiemu człowiekowi?
Claude Weill, „Le Nouvel Observateur”
Książka o niebywałej precyzji.
Frank Schirrmacher, „Frankfurter Allgemeine Zeitung”
W tej książce Littell sięga
bardzo daleko. Niektórzy powiedzą nawet, że za daleko. Tnie skalpelem głęboko w
naszą ukształtowaną po wojnie i pełną samozadowolenia świadomość, żywiącą
niezłomne przekonanie, że teraz, w demokracji, stoimy po właściwej stronie.
Przesłanie tej książki jest wyraźne i cały czas obecne na jej kartach. Brzmi
bardzo kategorycznie i jest skierowane do nas, współczesnych: „Wy uczynilibyście to samo. Wojny pouczają: człowiek
zrobi wszystko, co mu się nakaże”. (…) Według Littella, czego
egzemplifikacją jest główny bohater książki, faszyzm jest obłędem, wyrazem
zaburzonej osobowości (…) Mimo pewnych słabości typowych dla debiutu, jest to
bardzo interesująca książka.
Tilman Krause, „Die Welt”
W tej powieści Jonathan Littell
kradnie historykom dzieje Zagłady i stawia je pośród historii ze Starego
Testamentu, dzieł Homera i greckich tragedii.
Harald Loch, „Kölnische Rundschau”
Odważna książka.
Olivier Le Naire, „L’Express”
To wydarzenie kulturalne, utwór
należący do klasyki literatury i epicka podróż w samo jądro ciemności.
Ben Hutchinson, „The Observer”
Łaskawe wzięły szturmem
frankfurckie Targi Książki [mowa o targach w październiku 2006 r. – przyp. WL],
na których co roku pokazuje się największe światowe bestsellery. Wydawcy
mówili, że nie pamiętają książki, która by w ostatnich latach w takim stopniu
zdominowała gwar w hali targowej oraz zadymionych restauracjach, miejscach
spotkań autorów, wydawców, redaktorów i literackich agentów.
Mark Landler, „New York Times”
Miałem szczęście, pisałem [w
poprzednim artykule nt Łaskawych – przyp. WL], albowiem mogłem spotkać
dr. Aue w moim Lwowie, pierwszym mieście zajętym przez Hitlera po najeździe na
ZSRR. I mogłem, gdybym tam spotkał dr. Aue, być jednym z publicznie
powieszonych lwowskich Żydów. (…) Powieść Littella zrobiła na mnie kolosalne
wrażenie. Każdy epizod (…) przywoływał bowiem natychmiast mój własny los. (…)
Niemcy [tzn. niemiecka recepcja książki – przyp. WL] odbrązowili „mojego” dr.
Aue, uwolnili mnie od niego, zrelatywizowali i przenieśli mój odbiór Łaskawych
ze sfery fascynacji do sfery pamięci, z fazy szoku do fazy namysłu. (…) Łaskawe
na pewno nie są kiczem, to wielka i ważna powieść.
Leopold Unger, „Gazeta Wyborcza”
Ta powieść czytana nad Wisłą pokaże
nam przede wszystkim, jak nadal mało wiemy o sprawcach. Mimo Wywiadu z
Ballmayerem Brandysa, mimo Rozmów z katem Moczarskiego, mimo wyznań
Hössa.
Adam Krzemiński, „Polityka”
„Bracia ludzie…” – tak zaczyna
swoją książkę Les Bienveillantes Jonathan Littell. I jest to genialny
początek. (…) Littell, wcielając się w doktora Maxa Aue, nie mógł bardziej
bezpośrednio zwrócić się do czytelników swoich fikcyjnych wspomnień. I ta
metoda bardzo się opłaca. Dzięki niej nieznośnie prowokujące staje się
matematyczne, dokonane z niemiecką skrupulatnością wyliczenie iluż Żydów,
Niemców, bolszewików ginęło w każdej minucie wojny. Wyniki podaje nam Aue z
dokładnością co do drugiego miejsca po przecinku. I tak precyzyjna i osobista
jest cała książka.
Jacek Kubiak, „Polityka”















