Być jak Max Aue
Krew jest na mnie…
Ajschylos, Eumenidy
Nie żałuję niczego: taką miałem pracę i już. Co do moich rodzinnych historii, które też może tutaj przytoczę, to są one wyłącznie moją sprawą, a jeśli chodzi o całą resztę, pod sam koniec bez wątpienia przekroczyłem pewne granice, ale wtedy nie byłem już sobą, wszystko mi się mieszało, zresztą świat walił się w gruzy, nie ja jeden traciłem zmysły, przyznacie sami. (…) Zrozumcie: nie o poczucie winy, nie o wyrzuty sumienia tu chodzi. One zapewne istnieją, nie będę zaprzeczał, ale myślę, że to jest bardziej złożone. Kim tak naprawdę jest narrator tej książki, Max Aue, w czasie wojny oficer SS, tajny agent Sicherdienst, po wojnie dyrektor fabryki koronek na północy Francji? Balansującym między dobrem i złem bankrutem Übermenscha i psychopatą niezdolnym do empatii? Chłodnym umysłem z hiperwysokim IQ? Kolejną inkarnacją faustowskiego zła czy po prostu naszym „bratem śmiertelnikiem”, którego diabeł historii wplątał przypadkiem w jedno z największych szaleństw dziejów? W jego żyłach płynie krew Stawrogina, trochę genów odziedziczył po bohaterach Sade’a, i pewnie nie tak daleko mu do współczesnego antybohatera pokroju Hannibala Lectera…
Erudycja Maxa Aue, doktora prawa konstytucyjnego jest równie imponująca, co wprawiająca w konfuzję. Podczas odysei po ogarniętej wojną Europie ani na chwilę nie wypuszcza z rąk walizki z książkami. Pomiędzy kolejnymi ofensywami na froncie wschodnim czyta pamiętniki Stendhala, odwiedza dom Czechowa oraz Bakczysaraj i chce jak najwięcej dowiedzieć się na temat języków kaukaskich. Patrzy na pogromy ludności żydowskiej i myśli o Platonie. „Woli cytować Tertuliana aniżeli Rosenberga czy Hansa Franka”, a z Berlina dla młodego żydowskiego muzyka sprowadza partytury Rameau. Dziwny z niego esesman.
Max Aue urodził się 10 października 1913 roku w Alzacji. Rok później jego ojciec wyrusza na wojnę. Wraca w 1919 roku, by dwa lata później zniknąć w tajemniczych okolicznościach. Matka – Francuzka z pochodzenia – wychodzi za mąż powtórnie i rodzina przenosi się do Francji. Wkrótce potem Max staje w obliczu kolejnego traumatycznego doświadczenia: rozłączenia z ukochaną siostrą. Po latach Max pomści swoją krzywdę i śmierć ojca. Po ponad dwóch tysiącach lat powtórzy się historia znana z greckiego mitu: tragedia Ajschylosa rozegra się w nowej zaskakującej scenerii, z nazistowskim protagonistą na pierwszym planie. Łaskawe wpadły na mój trop – nazi-Orestes Max Aue powie w finale powieści.
Przytoczone na stronie cytaty z Eumenid Ajschylosa w tłumaczeniu Stefana Srebrnego pochodzą z Antologii tragedii greckiej (WL, Kraków 1989, wybór i opracowanie: Stanisław Stabryła).















